czwartek, 12 marca 2015

Nocą - Rozdział VI:Pociągiem do gwiazd. Cz. I/II

ROZDZIAŁ VI

POCIĄGIEM DO GWIAZD
     Minęły już dwa kolejne tygodnie. Jeremy i Fritz obiecali mi, że nie powiedzą nikomu o wcześniejszych wydarzeniach. W ogóle nie było mnie tam od tego czasu i kilka rzeczy się posypało. Miałam też dłuższą chwilę aby pomyśleć… nie spodziewałam się „takiego” ruchu ze strony kogokolwiek, a szczególnie ze strony najlepszego kumpla. Zaczęłam się też zastanawiać czy to były tylko emocje, czy coś co miał w planach zrobić? Za każdym razem kiedy chciałam go o to spytać szybko zmieniał temat, jakby nie chciał i jednocześnie na odwrót. No to kolejna rzecz która tak strasznie mnie męczyła… w sumie nawet bardziej niż zniknięcie Vincenta. Agh.

     W końcu wracałam z pracy. Już dawno zapomniałam podstaw i tajemnicze telefony musiały mi wszystko przypomnieć. W dodatku jego głos, Phone Guy’a (z Jeremy’m tak go nazwaliśmy, nigdy nie podał swojego prawdziwego imienia), zaczął wydawać mi się diabelnie znajomy i słuchałam wszystkiego co mówił z utęsknieniem. W jednym momencie zaczęłam nawet płakać, kompletnie nie wiedziałam co się dzieje….
     W każdym razie, znowu przechodziłam obok starej stacji  i co to by był za dzień gdyby nic się nie właśnie tu nie stało. Wtem usłyszałam gwizdanie. Cóż, po co było się zastanawiać, i tak wiedziałam że to on! Vincent! Tylko ten człowiek umiał tak pięknie przedstawiać melodie cokolwiek by robił.
     Chłopak wychylił się zza lokomotywy i pomachał mi z uśmiechem. Podbiegłam do niego prawie płacząc.
  - Powoli! – zaśmiał się cicho.
  - Vincent! – krzyknęłam i rzuciłam mu się na szyję. Szybko zrozumiałam to co właśnie zrobiłam i puściłam go czerwieniąc się. – Dawno się nie widzieliśmy… - nerwowo przetarłam kark.
  - I z tego co widzę dobrze się trzymasz!
     Rzeczywiście. Czułam się świetnie.
     Vincent wlazł do kabiny lokomotywy i zaczął majstrować przy czymś w stylu konsolki.
  - Co właściwie robisz z tym pociągiem? – spytałam zaglądając do środka.
  - Jakiś rok temu zacząłem go naprawiać. Czasami jest ciężko ale nie poddaję się. Ugh… masz może latarkę?
  - Po co… po co to robisz? – no tak, miałam latarkę. Zaczęłam ja nosić ją ze sobą od ostatniego wypadku z rozładowaniem starej. Wyjęłam ją z torby i podałam mu.
  - W dzieciństwie dość często nim jeździłem i… eee… ‘kumplowałem’ się z maszynistą. Sam chciałem nim zostać. A teraz… gdy już nie żyje… zostawił go samemu sobie… pomyślałem… po prostu chciałem go naprawić i trochę nim pojeździć. Zostały jeszcze tylko wskaźniki i gotowe.  Ale to chyba nic złego… nie?
  - Mam nadzieję. Nie chciałabym  zobaczyć w gazecie reportażu o ‘Fioletowłosym złodzieju lokomotyw’.
     Uśmiechnął się.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz