piątek, 6 marca 2015

Nowa historia. Rozdział II

23.00. Pora wstawać! Jak dobrze że mam przygotowane ciuchy bo w zasadzie, ubiorę się w ten fioletowy garnitur. No to jedziemy...

-Ugh!! Co z tymi rachunkami? Przecież jak do tygodnia nie zapłacę to mnie wyleją...żeby ino dobrze płacili.

Już jestem w muzeum i jest ono strasznie ciche, nikogo nie ma a ja się muszę udać do pokoju z monitoringiem. Cała noc jest zbyt cicha i nikt się nie ruszył, nie było tak jak mi tata opowiadał. O obiecanej godzinie 7.00 wyszedłem z muzeum i pojechałem do Taylor. Nie było jej w domu więc po nią zadzwoniłem. Okazało się że poszła do muzeum mnie odwiedzić. Musiałem się tam wrócić bo co? Mam ją zostawić? Czekała na mnie cierpliwie, dobrze że byłem na rowerze. Musiałem go niestety prowadzić ale mi to nie sprawiało problemu. Zaczęliśmy rozmawiać:

-Jak tam pierwszy dzień w pracy?-Zapytała Taylor nieśmiało się uśmiechając w moją stronę. Jej niebieskie oczy i blond włosy wręcz lśniły w słońcu.

-Dobrze. Płacą naprawdę dobrze za jedną noc. Jeszcze 2 i spokojnie spłacę rachunki.

-Oh nie, znowu nie zapłaciłeś? To cię kiedyś na bruk wyciągnie. Ale mam nadzieję że tak nie będzie.

-Czemu jesteś taka smutna? Wiesz że nie pójdę na bruk. A jak już to bym się przeprowadził do rodziców.

-No w sumie tak...A mogłabym kiedyś tam do ciebie przyjść?

-Tam? Czyli gdzie?

-No do pracy...

-Pewnie! Noce są spokojne, prawie nic tam nie robię więc pewnie że możesz.-Dodałem z uśmieszkiem a ona się odwzajemniła. 

Odprowadziłem ją do domu nawet się nie żegnając. Była naprawdę przybita ale nie wiem czym. Pojechałem jeszcze sprawdzić jak tam muzeum. Dziś były naprawdę wielkie tłumy. Dzieci biegały a stróżowali dwaj, nieznani mi faceci. Podszedłem do tego co stał koło sceny z toy animatronami. Dziwne bo on mnie rozpoznał. Miał dziwne fioletowe włosy, krótkie i ten fioletowy garnitur. Przedstawił mi się.

-Cześć Christopher! Pewnie mnie nie znasz, jestem Vincent. Dzięki mnie powstało to muzeum. Jestem tu strażnikiem głównym więc powiedz mi, jak ci się podoba praca tu?

-Oh, nie jest źle. Mi to pasuję tym bardziej że nic się nie dzieję. Na pewno nie dzieję się nic tak, jak opowiadał mi tata.

-Tata? Gdzie on pracował? W pizzeri?

-Tak, wieki temu. Był nocnym stróżem tak jak ja. Mike Schmidt, kojarzysz?

-Oh, tak, tak! Znałem go bardzo dobrze.

-Znałeś? Wyglądasz młodo...Ale cóż ja się już chyba powinienem zbierać i iść wypocząć przed pracą. Do zobaczenia Vincent!

-Do zobaczenia Christopher!

Dalej to do mnie nie docierało. On znał mojego ojca! Ale jak? Musiałby mieć z ponad 40 lat a nie wygląda nawet jak człowiek z 30 na karku. Coś tu jest mocno nie tak. Spotkałem się po drodze z moim dawnych kumplem z dzieciństwa, Davidem. Mocno się zmienił. Pogadaliśmy o dawnych latach a ja mu opowiedziałem o Taylor. On też ma dziewczynę, Karmen. On się akurat śpieszył do pracy więc mu nie przeszkadzałem. I tak, zaś kartka z tym że muszę opłacić rachunki. Dajcie mi już spokój! Opłacę w końcu! Oglądnąłem wiadomości, nic ciekawego. No i oczywiście ćwiczenia. No dobra! Jestem wykończony...idę spać.

1 komentarz: