piątek, 27 marca 2015

Nocą - Rozdział VIII:Prawda. Cz. I/II

ROZDZIAŁ VIII

PRAWDA
     No to jestem na stacji. Tylko gdzie jest Vincent? Pociąg stał w swoim ‘hangarze’ najwidoczniej nieruszany od kilku dni, w jego małym warsztacie również nie było po nim śladu. Rozejrzałam się tam dokładniej i zauważyłam coś podobnego do szkieletu leżącego w kącie. Było częściowo przykryte płótnem czy czymś w tym stylu.
     Wtedy do środka wszedł Vincent. Obróciłam się w jego stronę.
  - Ugh… przepraszam Cię, nie wiedziałem, że przyjdziesz tak w czas! – powiedział odkładając torbę na małe biurko po lewej. – Długo musiałaś czekać?
  - Nie, w zasadzie to przed chwilką przyszłam.
  - Widziałaś już endo-szkieleta?
  - Co takiego?
  - Endo-szkielet to ten robocik w środku animatroników. A ja ostatnio znalazłem jednego z nich! – powiedział dumny z siebie i ściągnął płótno z tego czegoś. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy: ogromne oczy do nieproporcjonalnie małej ‘czaszki’. Wyglądało to okropnie, jednak strasznie zaciekawiało.
  - Jak to w ogóle działa? – spytałam po dłuższym czasie ciszy.
  - Nijak – sięgnął do jego żeber i otworzył w nich małą klapkę. – Nie ma pompy. Kiedyś tu była.
  - A teraz gdzie jest?
     Osłupiał.
  - Gdzieś na pewno. Może wcale nie aż tak daleko?
  - Kto wie. Takie rzeczy zawsze trudno znaleźć.
  - Tia. Bardzo trudno…   
     Nie mogłam się powstrzymać i dotknęłam czaszki tego oto dziwactwa. Znowu poczułam straszny ból w okolicach serca, tym razem z poczwórną siłą. Starłam się tego nie pokazywać i uśmiechać cały czas, uśmiech ten przerodził się jednak w coś paskudnego. Nie mogłam go puścić. Szeptał do mnie.
     Zaraz, zaraz… o co tu chodzi…?
     Chłopak odciągnął moją rękę od szkieletu i przez chwilkę podtrzymał. Nawet nie spytał co się dzieje. Podsunął mi krzesło i poleciał do biurka, grzebał w szufladach. Wyciągnął z nich jakieś papiery mamrocząc coś pod nosem.
     Przejrzał je dokładnie i spuścił głowę w dół.
  - To niemożliwe…
  - Co jest…? – spytałam wstając. Już prawie wszystko wróciło do normy.
     Vincent zamilkł. Widziałam tylko kolejne łzy spływające po jego policzkach.
  - Foxy… on… uszkodził twoje serce – wydusił bo jakimś czasie. – Musiałem Cię ratować… ale ja jestem cholernie głupi…

     Chyba wiem, o co mu chodzi… ale nie chciał wyrządzić mi krzywdy. Chciał tylko pomóc, dzięki niemu dalej tutaj jestem… nie chce się na niego gniewać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz