Nic, pustka, nic nie słychać. Słowo daję że ją słyszałem! Drzwi są zamknięte...chwila, chwila? Czy to Marsz Torreadora? Ale...ale jak? Radia tam nie było...Chwila! To nie moment na takie przemyślenia, Taylor tam jest!
*Krzyk animatrona*
Ahhh! Co to był za dźwięk?! Aż się przewróciłem...One naprawdę się poruszają! Dość tego! Wyłamuję drzwi! Trzask! Zemdlałem...
-Chris?-Usłyszałem go...Vincent...-Hej? Wszystko ok? Chyba zemdlałeś...
-Ta! Jak może być wszystko ok?! Co z moją Taylor!-Czułem uczucie jak bym miał wszystko tu
zabić.
-Uhh, ona to Taylor? Z nią...Z nią...Jest nie najlepiej. Ugh! Nie wiem jak ci to wytłumaczyć...
-To lepiej wiedz...-Gdy spojrzałem w jego oczy wiedziałem, że jest coś nie tak.
-Ona teraz...nie jest sobą...
-Czekaj? Jak to nie jest?-Spojrzałem w moje ręce. Cały się trzęsłem.
-Bo widzisz...Nie wiesz o nich wszystkiego...Ja wiem, potrafią zrobić naprawdę straszne rzeczy...
-Na przykład?! Jakie!-W moich oczach pojawiły się łzy...
-Sam sobie na to odpowiedz...
Pokazał mi na klamkę od tych samych drzwi, za którymi była i wciąż jest Taylor...Otworzyłem je.
Na środku pokoju leżał jak gdyby nigdy nic Toy Bonnie. Tylko zamiast swoich zielonych oczu miał...przepiękne, niebieskie oczy Taylor.
Spadłem na kolana. Ona, żyję, ale w innym ciele.
-Pamiętasz?-Zacząłem płakać. Odtworzyłem z telefonu piosenkę i zacząłem podśpiewywać.-Come and get your...love.
Animatron zamknął oczy...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz