piątek, 13 marca 2015

Nocą - Rozdział VI:Pociągiem do nieba. Cz. II/II

ROZDZIAŁ VI

POCIĄGIEM DO GWIAZD
     Stałam przed domem grzebiąc w torbie i zadawałam sobie pytanie: „Gdzie są moje klucze?!” . Ugh. No tak. Pewnie zaczepiły się o latarkę i upadły na ziemie gdy ją wyciągałam. Ale ja mam cholernego pecha…
     Biegłam na stacje ile sił w nogach. W tak głupi sposób zgubić klucze… dobra, jeszcze tylko kawałek…
     Dobiegłam i rozejrzałam się szybko. Są. Jaka ulga.
     Wtem w kabinie lokomotywy, stojącej tuż obok mnie, rozbłysło światło. Vincent stał w środku. Wyciągnął rękę w moją stronę i spytał:
  - Pojedziesz ze mną, lady?
     W jego oczach zobaczyłam piękny blask. Ufam mu. Naprawdę mu ufam. To czemu miałabym nie wsiąść? Złapałam jego rękę.
     Pociąg ruszył. Chłopak uśmiechnął się i zmierzwił swoje włosy. Siedział nad tą zepsutą maszyną ponad rok i sprawił, że zadziałała. Waaa. Jest genialny. Nigdy w życiu żaden człowiek nie wywarł na mnie tak pozytywnego wrażenia.
     Wjechaliśmy do tuneli zostawiając za sobą słabe światło dnia.
  - A teraz patrz! – wcisnął czerwony guzik umiejscowiony tuż obok wyjścia. Na ścianach oplecionych roślinami zapaliły się różnokolorowe światełka.
  - Jak to zrobiłeś…? – zapytałam szeptem oczarowana widokiem.
  - Normalnie. Wczoraj skończyłem wszystko podpinać. Sam dopiero teraz widzę efekty, nie jest tak źle…
  - Nie jest źle? Przecież to jest genialne! Wprost magiczne…
  - To poczekaj tylko na wodospad.
  - Coo…?
  - Stare tunele moją sprawiać wielkie niespodzianki. Patrz na lewo, za chwilkę się pojawi!
     W oddali ujrzałam słabe światełko, zbliżało się z każdą chwilą. Z oddali rozniosło się echo pluskającej wody. Ugh, jesteśmy coraz bliżej.
     Poczułam świeży, ożywiający powiew wiatru na mojej twarzy. Wjechaliśmy do tak jakby… małej jaskini? Tak, można by to tak nazwać. W wysokim sklepieniu była dość duża dziura, na ‘ścianie’ tuż obok niej znalazła się szpara, z której wylewała się woda. Spływała do małego jeziorka wyrytego w skale, gdy wylewała się z kiego można było zobaczyć słabą tęczę. Słabą ale zawsze tęczę. Mateńko, dawno nie widziałam tak pięknego widoku.
     Miałam ochotę wysiąść i zamoczyć ręce w tej przejrzystej wodzie. Gdy podeszłam do małego otworu po lewej stronie, które imitowało okno bez szybki, i wyciągnęłam rękę do przodu Vincent złapał mnie za nią.
- Nawet nie próbuj uciekać.

     Odwróciłam twarz w jego stronę i uśmiechnęłam się. Poczułam w sercu drobniutki ruch i właśnie wtedy Vincent zbliżył, na dość niebezpieczną odległość, swoje usta do moich. Z oka puściła mi łza. Zalałam się rumieńcem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz