czwartek, 5 marca 2015

Nocą - Rozdział I:Vincent.

ROZDZIAŁ I

VINCENT.
     Poczułam uszczypnięcie na ramieniu i, dalej śpiąca, otworzyłam oczy. Przetarłam je.
  - Wstawaj Cherry! – powiedział Jeremy. – Czas na twoją warte.
     Spojrzałam na zegarek. Rzeczywiście… za pięć północ. Nie miałam czasu się z nim pożegnać. Wstałam pośpiesznie i popędziłam w stronę tej rąbanej ‘budki z kamerami’. Trzeba będzie przetrzymać tę noc, nie jestem w końcu taka słaba jak inny myślą. Dobra, sprawdzić kamery… wszystko pięknie działa. Światła? Chodzą bez problemu. Latarka? Naładowana. Teraz czekać do szóstej. Wiecie, to niby prosta praca: siedzisz i patrzysz w kamery sprawdzając, czy animatroniki stoją na swoich miejscach. Co w tym niezwykłego? Cóż, popsuły się , podążają w stronę światła i hałasu, moja obecność je tu trzyma. To ich naturalne środowisko i wolą się tego trzymać. Stąd moja praca. Siedzę od dwunastej w nocy do szóstej nad ranem pilnując, żeby się nie pozabijały lub wyszły. Od tak. A Jeremy? Mój dobry kumpel, przez ten tydzień, który u nas pracuje zdążyliśmy się dość poznać. On ma popołudniową-nocną wartę – od osiemnastej do północy. A dzisiaj jest bodajże… poniedziałek. Taa. Już poniedziałek.

     Kolejna noc minęła spokojnie, Chica tylko raz pojawiła się w wentylacji. Jak zwykle o szóstej wygrzebała się z niej i polazła na zaplecze. Pojawiło się też coś nowego – telefon wiszący na ścianę zaczął odtwarzać wiadomość. Dużo mi to pomogło, w końcu wiedziałam, o co chodzi z tą maską Freddy’ego leżącą pod stołem. Odniosłam notatki z nocy, wzięłam płaszcz i wyszłam. Nie było aż tak zimno, słońce powoli wstawało… takie widoki to ja rozumiem. Wiosna. Ach, gdyby tak mogła trwać cały rok…
     Byłam już niedaleko domu. Wesoło skakałam z toru na tor ciesząc się wiosną i niby wszystko było okay. Przechodzę obok opuszczonej stacji kolejowej,  przystaję na chwilę i słyszę dziwne dźwięki, jakby ktoś próbował się komuś, lub czemuś, wyrwać. Pierwsze co przyszło mi na myśl to animatroniki. Cóż, miałam z nimi wiele do czynienia i prawie każdy niepokojący dźwięk mi się z nimi kojarzył. Potem pomyślałam, że to jakieś zwierzątko. Nie, wykluczone, nie zrobiłoby aż takiego hałasu. Ostatnia opcja: człowiek. Przez chwilkę rozmyślałam czy tam iść, czy zostać. Usłyszałam cichy jęk bólu. No, a jednak człowiek! Nie miałam wątpliwości, musiałam tam iść i pomóc.
     Uchyliłam drzwi, niespodziewanie zaskrzypiały. W środku był chłopak z fioletowymi włosami. Z fioletowymi? Oh Good, kto jeszcze farbuję się na taki kolor? Ale cóż, nie powiem, kucyk dodawał mu wdzięku i wyglądał bosko. Gdy tylko usłyszał skrzypienie obrócił się w moją stronę i spojrzał na mnie swoimi ciemnymi oczyma (w tym świetle wydawały się fioletowe).
  - Czego tu szukasz? – warknął. Dopiero teraz zauważyłam…  lewą rękę miał przybitą kamieniami. Na niektórych było widać krew…
  - Usłyszałam jak się szamoczesz – powiedziałam pewnym siebie tonem. – Nie potrzebujesz przypadkiem pomocy?
  - Ja? Pomocy? – wrócił do walki ze skałami. – Pfff. W najgorszych snach. A
     Podeszłam trochę bliżej. Wyglądało to paskudnie. Odgarnęłam kilka kamieni z samej góry i dorwałam się do jednego z większych.
  - Nie słyszałaś, czy udajesz głuchą? Nie potrzebuje pomocy… – nie przejmowałam się tym. Odgarniałam kolejne kamienie, widocznie było mu lepiej. Przestał się wyrywać.
     Zdjęłam ostatni kamień. Ukazała się pod nim porozcinana, sina ręka. Chłopak od razu przycisnął ją do swojej piersi i poruszał palcami.
  - Nie jest złamana – powiedziałam. – Dobre i tyle. A jak… jak to się stało? Ile tu siedzisz?
     Spojrzał na mnie przenikliwym wzrokiem.
  - Nic Ci do tego – mruknął. – To moje sprawy.
  - Okay, dobra. Jak tam chcesz. W każdym razie… miło było… ‘poznać’. Ja już muszę spadać. To… cześć! – ruszyłam w stronę drzwi.
  - Vincent – wybuchnął. – Mam na imię Vincent. I dzięki.
  - Cherry! – uśmiechnęłam się i wyszłam.

     Pierwsze ważenie? Dziwny człowiek. Widziałam jaki ból mu to sprawiało, a on nie chciał pomocy. Jak mały chłopczyk, wszystko chce zrobić sam. Ale z drugiej strony jest przystojny i nie jedna dziewczyna chciałaby mieć takiego chłopaka. Gdy wychodziłam zaczerwieniłam się. O matko, a co jest on to widział i pomyślał, że się w nim zakochałam?

1 komentarz: