-Ha..halo?-Powiedziałem z ociężałymi powiekami.
-Gotowy?-Ktoś zapytał.-No wiesz...Praca...
-Ooohh, Taylor? Posłuchaj Bogu dzięki że cię mam! Zaspałbym.
-Ahhh, no tak, to się lepiej pośpiesz. Czekam na dole.-Powiedziała srogo po czym się rozłączyła.
23.00. Nie powiem, jest źle. Ale jak to facet szybko się wyrobiłem i pojechaliśmy. Na ulicach było pusto, aut nie było, i żadne okno nie było zaświecone. Dziwne bo ta ulica tętniła życiem. Ale nie powiem bo oświecone latarnie dodawały urody temu miejscu. Stanąłem przed drzwiami z Taylor. Gdy ja je powoli otwierałem, kątem oka dostrzegałem uśmiech na twarzy Taylor. Dawno się tak nie cieszyła. Gdy je otwarłem i oświeciłem światło od razu podbiegła do Toy Bonniego.
-Jak można się go bać?!
-Mnie się nie pytaj...
Najstraszniejsza postać tutaj! Taylor biegała aż się za nią kurzyło. Otwierała wszystkie drzwi jakie tylko tu były. Aż otworzyła te, wszystkie animatrony, toy, z czasów mojego ojca. O co tu chodzi? Te na wystawie to prawdziwe czy może jednak...Zaraz! Na tych tutaj są ślady spalenia!
-Skarbie zaczekaj chwilkę...
Wybiegłem z tego pokoju do pokoju z monitoringiem.
-Vincent! Co tu jest na rzeczy?! Co to za pokój z innymi animatronami?!
-Spokojnie, te na wystawie to tylko atrapy, no wiesz, dla bezpieczeństwa...
-Ale jak to dla bezpieczeństwa?!
-Bo widzisz, mimo że te animatrony są wyłączone, one wciąż się poruszają...one żyją!
-A kiedy się tak uruchamiają?
-O 24 więc...teraz...
-Chris!!!...
-Taylor!!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz