ROZDZIAŁ
II
Nocne wyładowania.
Malutkie, pojedyncze krople obijały się o szyby, dość skutecznie rozmywając
cały świat na zewnątrz, pochłonięty ciemnością. Jak zwykle, tu, na ubocze z
działkami, burza musiała przyjść jako pierwsza wraz z czarnymi baranami,
biegającymi niespokojnie gdzie tylko kopytka poniosą. Co jakiś czas ciszę
przerywał porządniejszy grzmot, pojawiający się chwilę po jasnym błysku, wręcz rozdzierającym
powietrzę.
Razem z
kolejnym hukiem rozległy się ciężkie kroki postawnego mężczyzny, poprzedzające przeciągłe
ziewniecie – blady chłopak przerzucił swoje szare, długie włosy do tyłu,
sięgając prawą ręką w stronę złotej klamki, umieszczonej na samym środku
seledynowych, okrągłych drzwi. Uchylił je powoli i delikatnie z cichym jękiem
zawiasów, na który zielonooki się krzywił. Szczerze i podstawnie nienawidził
tego dźwięku…
Szczęki
Goldena były dosłownie w tym samym etapie rozkładu, a przynajmniej tak wspomina
je z owego pamiętnego dnia, urgh.
Ale
mniejsza.
Dwudziestoparolatek
potrząsnął raz jeszcze głową, znowu odgarniając włosy i ruszając w dół, po
brzozowych, już nieco spróchniałych, spiralnych schodach. Nawet nie spostrzegł
chwili, w której znalazł się na samym dole i, automatycznie zasiadł przy
biurku, zerkając bonusowo na czerwony zegar na ciemnej ścianie, idealnie kontrastujący.
Zaklął
idealnie w momencie, w którym zapiszczało biurko i pierun raczył walnąć obok
białego domku.
Że…
jak? DWIE GODZINY?!
Z
prosta; budzik znowu nawalił i, jak to się ostatnio częściej zdarzało, zaspał
na ogólne informacje i ogarnianie sytuacji.
Plus,
tia, przestrzega. Nigdy nie ufajcie budzikom.
Sięgnął
błyskawicznie po czarną, typową Nokię i wcisnął ją miedzy ramie a ucho. Prawą rękę
wysunął do lewego ramienia i podciągnął nieco rękaw na nie opadający, po czym
wziął się za odpalanie laptopa; same zęby powędrowały w stronę bandażu, owijającego
lewą łapkę, kończącą się mniej-więcej pod łokciem.
W końcu
zdawało się usłyszeć typowe ‘pip’ potwierdzające łączność.
- D… dobry
wieczó-r – zaczął niepewnie, wsłuchując się w cichy śpiew oraz szum,
dobiegający ze słuchawki. – Umm… he-allo??! – dodał nieco głośniej.
Wszystko zdawało się jakby zatrzymać, wyciszyć, pomijając same kroki,
zbliżające się z każdą chwilą. Znowu szło usłyszeć cichy sygnał, oznaczający
utratę połączenia.
Mężczyzna wypuścił końcówkę bandaża z ust, przełączając się na podglądy
kamer.
-----
-----
Dobrej i spokojnej nocy, kochani.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz