piątek, 2 października 2015

Game Master - Rozdział II; Nocne wyładowania.

ROZDZIAŁ II

Nocne wyładowania.
     Malutkie, pojedyncze krople obijały się o szyby, dość skutecznie rozmywając cały świat na zewnątrz, pochłonięty ciemnością. Jak zwykle, tu, na ubocze z działkami, burza musiała przyjść jako pierwsza wraz z czarnymi baranami, biegającymi niespokojnie gdzie tylko kopytka poniosą. Co jakiś czas ciszę przerywał porządniejszy grzmot, pojawiający się chwilę po jasnym błysku, wręcz rozdzierającym powietrzę.
     Razem z kolejnym hukiem rozległy się ciężkie kroki postawnego mężczyzny, poprzedzające przeciągłe ziewniecie – blady chłopak przerzucił swoje szare, długie włosy do tyłu, sięgając prawą ręką w stronę złotej klamki, umieszczonej na samym środku seledynowych, okrągłych drzwi. Uchylił je powoli i delikatnie z cichym jękiem zawiasów, na który zielonooki się krzywił. Szczerze i podstawnie nienawidził tego dźwięku…
     Szczęki Goldena były dosłownie w tym samym etapie rozkładu, a przynajmniej tak wspomina je z owego pamiętnego dnia, urgh.
     Ale mniejsza.
     Dwudziestoparolatek potrząsnął raz jeszcze głową, znowu odgarniając włosy i ruszając w dół, po brzozowych, już nieco spróchniałych, spiralnych schodach. Nawet nie spostrzegł chwili, w której znalazł się na samym dole i, automatycznie zasiadł przy biurku, zerkając bonusowo na czerwony zegar na ciemnej ścianie, idealnie kontrastujący.
     Zaklął idealnie w momencie, w którym zapiszczało biurko i pierun raczył walnąć obok białego domku.
     Że… jak? DWIE GODZINY?!
     Z prosta; budzik znowu nawalił i, jak to się ostatnio częściej zdarzało, zaspał na ogólne informacje i ogarnianie sytuacji.
     Plus, tia, przestrzega. Nigdy nie ufajcie budzikom.
     Sięgnął błyskawicznie po czarną, typową Nokię i wcisnął ją miedzy ramie a ucho. Prawą rękę wysunął do lewego ramienia i podciągnął nieco rękaw na nie opadający, po czym wziął się za odpalanie laptopa; same zęby powędrowały w stronę bandażu, owijającego lewą łapkę, kończącą się mniej-więcej pod łokciem.
     W końcu zdawało się usłyszeć typowe ‘pip’ potwierdzające łączność.
  - D… dobry wieczó-r – zaczął niepewnie, wsłuchując się w cichy śpiew oraz szum, dobiegający ze słuchawki. – Umm… he-allo??! – dodał nieco głośniej.
     Wszystko zdawało się jakby zatrzymać, wyciszyć, pomijając same kroki, zbliżające się z każdą chwilą. Znowu szło usłyszeć cichy sygnał, oznaczający utratę połączenia.
     Mężczyzna wypuścił końcówkę bandaża z ust, przełączając się na podglądy kamer.

-----
-----

Dobrej i spokojnej nocy, kochani.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz