- Myślałeś, że nikt się nie dowie…? – wręcz parsknęła przez zaciśnięte zęby, nieco telepiąc zakrwawiona ręką. – Że nikt nigdy nie domyśli się, co robiłeś przez te wszystkie lata w ukryciu? Że wszystko pozostanie w tajemnicy i nigdy nie wyjdzie na jaw?!
- J… j-a… - wyjąkał mężczyzna z nieludzką trudnością, szybkim błyskiem w oku oraz drgnieniem, pochodzącym od solidnego kopa, wymierzonego prosto w jego ranę. Zdawało się widzieć fragmenty jelita, wręcz wypływającego z zadbanego ciała.
- Nie otwieraj swojej gęby nieproszony – burknęła zdecydowanie, powolutku zbliżając swoje malutkie, czerwieniutkie usta w stronę szyi mężczyzny. Wyszczerzyła swoje śnieżnobiałe kły w niby-uśmiechu, z równym wyczuciem i ślamazarnością wgryzając się w mięśnie oraz ścięgna czarnowłosego chłopaka, znajdujące się jak najbliżej bladziutkiej skóry. – Powinieneś zapłacić za te wszystkie dni, w których cierpieliśmy. Już dawno, daaawno… - szepnęła z lekkim uśmiechem.
Teraz wszystko, co tylko wplątało się w jej paszczę, zaczęło powoli wypływać z ciała niebieskookiego, razem z krwią, opadającą na podłogę z prędkością porównywalna do hulajnogi. Stróż zawył z przeszywającego, rozdzierającego do wnętrza bólu raz ostatni, gdy dziewczyna, bez najmniejszych emocji do wyczytania w oczach, podniosła się na równe nogi.
Zaczęła chichotać.
Po prostu chichotać.
Znowu wyszeptała niewyraźnie, odwracając powoli zakrwawiony łeb. Włosy brązowookiej powoli zaczynały zmieniać swój kolor na głęboką czerń, na samej twarzy natomiast malowało się istne zdziwienie.
Tak czy siak, bez zgody i najcichszego ostrzeżenia w ułamkach sekundy przerodziło się w banalny uśmiech.
- Jeremy…?
- Jeremy?! – nastolatek zdawał się usłyszeć
wysoki, dziewczęcy głos, który, można rzec, zwiastował dość solidnego plaskacza,
wymierzonego idealnie w jego policzek. Chłopak aż lekko podskoczył, uchylając
zielone patrzałki i mrugając wyjątkowo szybko, po czym, jakby odruchowo,
podciągnął się do jednej z toalet i zaczął wymiotować. Huh, ogólnie w tym
właśnie momencie zorientował się, że dalej siedzi w łazience. Całe szczęście,
że był już suchy i mniej-więcej ubrany, jakby tym razem los go kochał.
Gdy już odsunął się od toalety z
przyzwyczajenia otarł usta przedramieniem.
- Wszystko okay? – zabrzmiał ten sam wysoki
głosik, dalej podążający ca brązowowłosym. – Głupie pytanie, przecież widzę, że
nie…
Niziutka dziewczynka, którą okazała się
być Puppet, przyklęknęła powoli przy chłopaku i stuknęła się lekko w czoło.
Wyciągnęła ręce w jego stronę i pomogła powoli wstać, bonusowo podprowadzić do
zlewu, by obmył sobie tą rękę, przepłukał usta, czy tam co.
- Zemdlałeś – poinformowała go bezwiednie,
zaplatając łapki za plecami i zerkając na poczynania nastolatka. – BonBon
wcześniej tu był, póki Mangle…
- Obudził się? – mruknął, przerywając.
Zakręcił wodę i zerknął kontem oka na swoją-powiedzmy-towarzyszkę.
Końcówki jego włosów przybrały rudy kolor.
- Tia. Poszedł się nim zająć – odparła. – A że
byłam w pobliżu, to… wiesz.
- Mhm – przytknął. – Rozumiem – dodał,
sięgając po torbę w pełnej, bonusowej ignorancji. Wyjął telefon i słuchawki,
chcąc włączać ulubioną piosenkę, gdy uświadomił sobie, która to już godzina.
No i zaczął się bieg na jednej nodze, z
podskokami na zakładanie butów…
Czyli to pora na Jeremy’ego, by pobawić
się w biegnięcie „Na Foxacza” do w luj oddalonego biura, heh. Tak zdążyła
zażartować nawet Marionetka, której zielonooki przekazał pozdrowienia dla wszystkich,
jako że sam musiał się spieszyć. Ogółem, ile on musiał leżeć nieprzytomny,
jeśli wlazł do łazienki około trzeciej, a teraz jest... huh, dziewiąta?
Nie zdążył porządnie dokończyć myśli i zarzucić
w miarę bezpiecznie torby na ramię, gdy wpadł na kogoś na kolejnym zakręcie.
Jak to na jego patykowatość przystało, odrzuciło go na ziemię i plasnął o
ziemne kafle, gdy Blondyn wycofał tylko kilka kroków z głośnym fuknięciem.
A był to SpringTrap.
- CO TO ROBISZ?! – ryknął Uszaty, jednym,
zdecydowanym ruchem odtrącając swoją bujną grzywkę, opadającą mu w chwili obecnej
na obydwie patrzałki. Zerknął tym swoim spokojnym, niby-srogim wzrokiem spod
zmarszczonych, ciemnych brwi na Jeremka, nie ukrywając głębokiej pogardy.
Jeremy ledwo drgał, zbierając swoje rzeczy z podłogi. Próbował uniknąć kontaktu
wzrokowego z mężczyzną.
Wtem szarooki schylił się, sięgając
niepostrzeżenie po złoty zegarek, który ‘przyturlał’ się do jego stopy.
- B-bardzo Pa-na przepraszam… - wyszeptał
lekko zdezorientowany szesnastolatek, zawieszając swoje słuchawki na szyi. –
Naprawdę nie chciałem… - dodał równie cicho, zbierając ostatnie notatki i
książki z podłogi, na co Springy prychnął raz jeszcze, chowając swoją zdobycz
do kieszeni.
Westchnął cicho z „aktorskim wyczuciem”.
- Ostatni raz Ci odpuszczam – odparł lekko
ochrypniętym głosem, łapiąc zielonookiego za końcówkę koszulki. Postawił go na
równiutkie, jednak dalej drgające nogi, z niewykrywalnym obrzydzeniem klepiąc
go po ramieniu. – Tylko, NALEGAM – zaakcentował mocno - następnym razem uważaj bardziej.
- Jasne, proszę Pana – szepnął, kiwając
bezwiedni głową, po czym znowu zerwał się do biegu.
Na całe szczęście nie napotkał już nikogo
i spokojnie opuścił budynek.
-----
-----
Więc, oto zakończenie trzeciego rozdziału z kilkoma powycinanymi scenami *konieczność*. ;w; Aż dziw, że wena dopada mnie idealnie w nocy...
Miałam wrzucać wczoraj po północy, ale cóż. Rodzice tradycyjnie odłączyli neta i chyba sami rozumiecie. Plus, taka a'la rekompensata za chwilową nieaktywność, możecie się spodziewać w tym miesiącu przynajmniej dwóch rozdziałów pod rząd, tak na zapoznanie wszystkich postaci~ Będzie to bowiem potrzebne do rozdziału specjalnego~
Huh, to lecę pisać dalej. xd
Miłego dnia~

Ładnie piszesz :)
OdpowiedzUsuńZapraszam Cię więc do konkursu na mym blogu (opowiadaniafnaf.blogspot.com) :) mam nadzieję, że przyjmiesz tą propozycję :) życzę weny i wszystkiego co do życia potrzebne ;)
Pozdrawiam
~CM