ROZDZIAŁ X
KONIEC.
Ostatni
tydzień spędzałam na zapleczu, czekałam tylko na odwiedziny Vincenta. Co jakiś
czas przychodził i cos tam mi opowiadał… nie mogłam mówić. A gdy próbowałam się
odezwać wydobywały się ze mnie dźwięki… hm… zepsutego radia? Nieudanego zapisu
rozmowy telefonicznej? Nie wiem… jedyne słowa, które rozumiałam z tej całej
plątaniny to „Cześć…! Kim Jesteś? Hallo?!”.
No i
tak jak się spodziewałam… Jeremy dostał moją zmianę. Od tej pory animatroniki
zaczęły kompletnie wariować, a Vincent obiecał mi, że będzie dzwonić do niego
co noc i informować go o wszystkim. Znał go osobiście. I… ponoć mówił mu, że
już od dawna się we mnie kochał. Tylko… jest wstydliwy, Zdążyłam to zauważyć~.
W
jednej z ostatnich nocy, kiedy już zamknęli i przyszykowali wszystko do
wyjazdu, poszłam do biura. Wisiałam na suficie, tuż nad Jeremy’m. Patrzyłam w
jego oczy, w pewnej chwili zaczęłam płakać. Moje łzy spłynęły na biurko, a on,
cholernie wystraszony, chyba zrozumiał… pogłaskał mnie lekko po głowie,
uśmiechnął się słabo. Z jego oczu poleciało kilka łez.
No i
wtedy… straciłam panowanie. Dosłownie. Ta… druga połówka… przejęła władzę i… obudziłam
się z zakrwawionym pyszczkiem. On… leżał na ziemi…
Cofnęłam
się do szybu wentylacyjnego. Czy ja… naprawdę to zrobiłam…?
Następnego
dnia Lisiasty… ugryzł dzieciaka. Przyjechała policja, od razu zamknęli budynek,
a wszystkie Toy’e porozkładali. Vincent długo rozmawiał z ojcem, koniec końców
tylko ja zostałam w jednym kawałku. Zdezaktywowali nas i… zamknęli w pudłach.
Pamiętam jeszcze jak mój Fioletowłosy kumpel płakał, gdy musiał to zrobić.
Tylko… co było potem…? Nie wiem.
Obudziłam się kilka lat później. A jego… nie
było. Cholernie się bałam. Widocznie zostałam sama…
Hm…. To
chyba tyle. Obecnie siedzę sobie gdzieś z boku i kończę to pisać. Po co to pisze?
Chce sobie przypomnieć… to wszystko. I Pamiętać, że za życia spotkało mnie
jeszcze coś dobrego. Cóż… nie mogę nic powiedzieć, ale umiem pisać. Jest
dobrze. I… teraz idę to wszystko schować. Żal mi wyrzucić, a nie chce, żeby
ktoś to przeczytał.
Dodam
jeszcze tyle:
Widocznie
nie każda historia ma dobre zakończenie.
Cherry Mangle,
ten różowo-biały lis z Fazbear’a.

Świetny rozdział. Przez to zakończenie aż uroniłam łezkę.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
Jak wyobrażam sobie płaczącego Vinca to sama ryczę ;-; a rozdział super :D
OdpowiedzUsuń