poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Nocą - Rozdział X:Koniec.

ROZDZIAŁ X

KONIEC.
     Ostatni tydzień spędzałam na zapleczu, czekałam tylko na odwiedziny Vincenta. Co jakiś czas przychodził i cos tam mi opowiadał… nie mogłam mówić. A gdy próbowałam się odezwać wydobywały się ze mnie dźwięki… hm… zepsutego radia? Nieudanego zapisu rozmowy telefonicznej? Nie wiem… jedyne słowa, które rozumiałam z tej całej plątaniny to „Cześć…! Kim Jesteś? Hallo?!”.
     No i tak jak się spodziewałam… Jeremy dostał moją zmianę. Od tej pory animatroniki zaczęły kompletnie wariować, a Vincent obiecał mi, że będzie dzwonić do niego co noc i informować go o wszystkim. Znał go osobiście. I… ponoć mówił mu, że już od dawna się we mnie kochał. Tylko… jest wstydliwy, Zdążyłam to zauważyć~.

     W jednej z ostatnich nocy, kiedy już zamknęli i przyszykowali wszystko do wyjazdu, poszłam do biura. Wisiałam na suficie, tuż nad Jeremy’m. Patrzyłam w jego oczy, w pewnej chwili zaczęłam płakać. Moje łzy spłynęły na biurko, a on, cholernie wystraszony, chyba zrozumiał… pogłaskał mnie lekko po głowie, uśmiechnął się słabo. Z jego oczu poleciało kilka łez.
     No i wtedy… straciłam panowanie. Dosłownie. Ta… druga połówka… przejęła władzę i… obudziłam się z zakrwawionym pyszczkiem. On… leżał na ziemi…
     Cofnęłam się do szybu wentylacyjnego. Czy ja… naprawdę to zrobiłam…?

     Następnego dnia Lisiasty… ugryzł dzieciaka. Przyjechała policja, od razu zamknęli budynek, a wszystkie Toy’e porozkładali. Vincent długo rozmawiał z ojcem, koniec końców tylko ja zostałam w jednym kawałku. Zdezaktywowali nas i… zamknęli w pudłach. Pamiętam jeszcze jak mój Fioletowłosy kumpel płakał, gdy musiał to zrobić. Tylko… co było potem…? Nie wiem.

     Obudziłam się kilka lat później. A jego… nie było. Cholernie się bałam. Widocznie zostałam sama…
     Hm…. To chyba tyle. Obecnie siedzę sobie gdzieś z boku i kończę to pisać. Po co to pisze? Chce sobie przypomnieć… to wszystko. I Pamiętać, że za życia spotkało mnie jeszcze coś dobrego. Cóż… nie mogę nic powiedzieć, ale umiem pisać. Jest dobrze. I… teraz idę to wszystko schować. Żal mi wyrzucić, a nie chce, żeby ktoś to przeczytał.
     Dodam jeszcze tyle:
Widocznie nie każda historia ma dobre zakończenie.

Cherry Mangle, ten różowo-biały lis z Fazbear’a.

2 komentarze:

  1. Świetny rozdział. Przez to zakończenie aż uroniłam łezkę.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak wyobrażam sobie płaczącego Vinca to sama ryczę ;-; a rozdział super :D

    OdpowiedzUsuń